Jak sprawić, aby odbiorcy Twoje maile otwierali, to jedno… ale druga kwestia dotyczy tego, jak ich zachęcić do angażowania się, czyli klikania w newslettery?

Jest to proces dość złożony i wymaga oczywiście czasu i budowania zaufania. Sama mam na swojej liście osoby, które chętnie moje newslettery czytają, ale wciąż jeszcze nie klikają tak często, jak bym sobie tego życzyła. Bo to jest już ten dodatkowy krok, który świadczy o tym, że naprawdę masz zaangażowaną bazę czytelników.

 

I oczywiście docelowo chcemy wszyscy wyrobić w naszych odbiorcach ten nawyk,

że oni w nasze newslettery zaglądają po to, aby znaleźć tam interesujące informacje i kliknąć, wykonać dodatkową akcję (czy to pobrać plik, czy to zapisać się na dodatkowe wydarzenie, czy to kliknąć i przejść do artykułu).

Bo co Ci nawet z dużej bazy e-mail, jeśli później ogłaszasz np. jakąś sprzedaż i ludzie nie byli przyzwyczajeni do klikania w Twoje maile… więc po prostu ignorują Twoją zachętę do sprawdzenia? Mimo że Twój produkt może okazać się dla nich idealny?

 

Dlatego jest to bardzo istotny temat.

I jest kilka takich kwestii, które warto wziąć pod uwagę, jeśli wydaje Ci się, że masz niski współczynnik CTR w swoich mailach.

Zanim jednak do nich przejdziemy (omówię je pokrótce w punktach + bardziej szczegółowo w nagraniu na dole maila), to chciałabym jednak zaznaczyć, co ja rozumiem przez niski współczynnik CTR. Wspomnę też o CTOR, czyli bardziej miarodajnym współczynniku, jaki powinnaś brać pod uwagę (więcej o wszystkich wskaźnikach w tym wpisie).

CTR bowiem to (liczba kliknięć / liczba wysłanych wiadomości)*100%.

CTOR mierzy kliknięcia, ale tylko w otworzonych mailach (co ma sens, bo jak człowiek ma kliknąć w mailu, jeśli go nawet nie zobaczył?), czyli liczy się go tak: (liczba kliknięć / liczba otworzonych wiadomości)*100%.

 

Zazwyczaj jednak podaje się CTR, ze względu na jego większą popularność, więc poniżej odnoszę się własnie do tego wskaźnika.

Oczywiście ten współczynnik w zależności od branży może się różnić, zazwyczaj jednak mieści się w granicach 3-15% (i to 15% to rewelacyjny wynik). Średni wskaźnik CTR, według różnych danych, to ok. 4-5%.

Można go podnieść, m. in. stosując segmentację, ale dzisiaj opowiem, co oprócz niej można zmienić, aby zauważyć lepsze wyniki kliknięć w mailach.

 

Ogólnie współczynnik poniżej 5%, niezależnie od branży, uważam za dość niski współczynnik i jeśli Twoje maile oscylują w tych granicach, jeśli chodzi o CTR, to warto nad nimi popracować.

 

Oprócz takich działań, jak segmentacja, warto unikać 5 najczęściej popełnianych błędów w newsletterach, przez które możesz mieć niski współczynnik CTR.

I o nich opowiadam poniżej na transmisji, jednak dla tych wiecznie nie mających czasu, poniżej skrócona wersja:

 

1. Brak spójności między tematem maila a jego zawartością

Jeśli używasz zbyt chwytliwych tematów w celu skłonienia do otwarcia Twoich newsletterów, a następnie treść rozczarowuje i nie widać “od razu”, w pierwszym akapicie Twojego maila, że to jest to, o czym mowa była w temacie, to często ludzie nawet nie czytają dalej. W związku z tym również nie klikają – nikt nie będzie szukał po całym mailu tego miejsca, w którym w końcu przechodzisz do tematu. A może w ogóle tego nie zrobisz.

Bardzo mnie denerwują takie praktyki, jak temat zupełnie oderwany od zawartości, i zazwyczaj natychmiast się z takich newsletterów wypisuję. Nie problem napisać chwytliwy temat… ale jeśli potem w mailu nie wiadomo, o co chodzi, to odbiorca czuje się oszukany. Dziś właśnie dostałam taką wiadomość, opowiadam o przykładzie na transmisji.

 

2. Używasz jedynie jednego CTA w mailu i to w formie buttona (guzika)

Wiem, że większość systemów mailingowych oferuje ładne szablony do newslettera. I nie możemy wręcz się oprzeć pokusie, żeby ich nie wykorzystać. Jednak wbrew pozorom, jeśli używasz w mailach tylko “guzików”, to możesz mieć niższe współczynniki kliknięć, niż gdy jednocześnie stosujesz też tzw. linki tekstowe. Warto też powtórzyć linki w treści maila, aby pojawiały się co najmniej 2 razy, chociaż są też badania, które wykazują, że im więcej, tym lepiej.

 

3. Chcesz, aby odbiorcy kliknęli w milion różnych rzeczy jednocześnie

Wbrew pozorom nie kłóci się to z punktem poprzednim. Zbyt często widuję newslettery, w których nadawca chce upiec kilka pieczeni na jednym ogniu. Żebym zrobiła i to, i tamto, i siamto, a w końcu się kończy tak, że nie robię nic. I tak, sama też jestem winna tego błędu i muszę się zastanowić, jak go naprawić (piszę swoje newslettery co 2 tygodnie, nie częściej, i przez to jak już piszę to mam zazwyczaj kilka “ogłoszeń parafialnych”). Trzeba się jednak starać, aby w każdym newsletterze był jeden główny “motyw przewodni”, jedna główna akcja, jaką chcesz, aby wykonał Twój odbiorca po przeczytaniu.

 

4. Piszesz długie treści maila i nie dzielisz ich na krótkie, klarowne zdania i akapity

Wiesz, jak ludzie czytają w sieci, prawda? Skanują wzrokiem, a dopiero potem zagłębiają się w treść, jeśli na pierwszy rzut oka uznają, że coś w środku ich zainteresuje. Jeśli wysyłasz jeden zbity blok tekstu, to większość osób w dzisiejszych czasach stwierdzi “TLDR” (too long, didn’t read) i po prostu Twoją wiadomość oleje, nawet jeśli w środku jest dla nich niesamowita wartość.

 

5. Nie wykorzystujesz taktyk: preheader oraz PS

Wiesz, co to jest preheader? To dodatkowy “kawałek” treści maila, oprócz tematu, który się pojawia w niektórych klientach pocztowych (m. in. w gmailu). I tam właśnie warto zajawić główną korzyść maila, która jest następnie spójna z CTA, jakie chcesz, aby odbiorca wykonał (a wiesz, że warto postawić na jedną “akcję”, jaką chcesz, aby użytkownik wykonał).

PS z kolei to krótkie postscriptum, które warto stosować w swoich newsletterach, zwłaszcza jeśli są długie. W PS jeszcze raz zostawiasz link do wykonania głównej akcji dla osób, które jedynie przeskanowały wzrokiem Twojego maila, a nie czytały go dokładnie.

 

I jak? Jesteś winna któregoś z tych błędów? Jeśli masz niski współczynnik CTR, to mam nadzieję, że wyciągniesz z nich wnioski dla siebie i wdrożysz poprawki.

Więcej szczegółów na transmisji:

 

Justyna Stańska

Jestem Justyna i pomagam właścicielkom małych firm lepiej wykorzystać e-mail marketing w sprzedaży swoich produktów. Zwłaszcza w biznesie online!

Dlatego stworzyłam to miejsce.

Dzięki!

Przy okazji: chcesz zagadać na fejsie lub twitterze?

Send this to a friend