Kiedy zakładałam swój pierwszy newsletter na blogu, to nie było jeszcze aż tak modne posunięcie, zwłaszcza wśród blogerów. Można by powiedzieć, że moda na newsletter się dopiero rozkręcała. Nie to, co teraz – praktycznie na każdej konferencji dla twórców internetowych mówi się o tym, że trzeba mieć newsletter i robić własne produkty online.

 

Mało niestety mówi się o tym, żeby sobie przemyśleć, po co w ogóle chcesz ten newsletter wykorzystywać.

Tak naprawdę wyjątkowo łatwo jest założyć teraz newsletter na blogu. Istnieją systemy, które są bezpłatne do pewnej liczby subskrybentów. Z kolei do tych systemów możemy znaleźć w sieci rozbudowane tutoriale, jak z nich korzystać. Tak naprawdę więc każdy “chcący”, lepiej czy gorzej, może ten newsletter na blogu założyć. Tylko że… trzeba się zastanowić, co chcesz tak naprawdę robić z zebraną listą adresów?

 

Wiele razy zapisywałam się na jakimś polskim blogu na newsletter… po czym przez miesiąc, dwa, trzy, nie otrzymywałam ŻADNEJ informacji od autora.

A na blogu działo się! Pojawiały się nowe wpisy, autorzy byli też aktywni w social media. Niestety na newsletterze… nic, cisza i pustka, ptaki śpiewają. Oczywiście nie śledzę przecież każdego autora we wszystkich jego kanałach, więc często przegapiałam interesujące mnie informacje. A nawet jeśli śledzę, to łatwo przegapić np. w social mediach informację o nowych materiałach. Wiadomo, o co chodzi z algorytmami facebooka, prawda?

W takiej sytuacji PO CO w ogóle zakładać newsletter? Jeśli chcesz traktować go “po macoszemu”? Nie wykorzystywać go, aby pogłębić wiedzę o swoich czytelnikach, zbudować z nimi więź i dawać im określoną wartość? Tylko dlatego, że jest to “modne” i że wszyscy każą to robić? 😉

 

Dlatego moja pierwsza wskazówka, zanim założysz newsletter na blogu, jest taka:

Zastanów się, co chcesz przy pomocy newslettera osiągnąć, i czy w ogóle masz czas trochę nad newsletterem spędzić. Bez pracy nie ma kołaczy, więc jeśli nie jesteś w stanie zainwestować odrobiny czasu i pomyślunku w swój newsletter, może w ogóle nie warto go zaczynać akurat w tym momencie?

Uwierz mi, zbieranie adresów dla samego zbierania adresów jest bez sensu. Twój subskrybent jest najbardziej skłonny się zaangażować właśnie natychmiast po zapisie. Jeśli w krótkim czasie nie uda Ci się wypracować z nim więzi, to wysłanie kolejnej kampanii mailingowej po kilku miesiącach po zapisie mija się z celem. I zapewne skończy się tym, że mało kto tego e-maila otworzy – a co mowa np. o wykorzystaniu tego kanału do jakiejś akcji promocyjnej czy sprzedaży.

 

Jakie mogą być cele założenia newslettera? Wbrew pozorom, nie muszą być tylko sprzedażowe

Jeśli jesteś blogerem, który nawet nie myśli o tym, żeby sprzedawać na blogu np. własne produkty czy usługi, to tak czy siak newsletter warto mieć!

 

W takim przypadku cele posiadania swojej listy mogą być np. takie:

  • “zatrzymywanie” ruchu z wyszukiwarek. Jeśli masz mnóstwo odwiedzin z Google i Twój blog pozycjonuje się wysoko, być może cierpisz na syndrom “ktoś wpadł, przeczytał jeden wpis, i wypadł”. Newsletter na blogu jest w takim przypadku dla Ciebie szansą na zatrzymanie takiego przeglądającego i zainteresowanie go na dłużej;
  • lepsze poznanie swojej grupy docelowej – jeśli dopiero zaczynasz blogować i poruszasz różne tematy, być może sam nie wiesz, w jakim kierunku dalej podążać. Dzięki newsletterowi możesz zbadać, jak kształtuje się zainteresowanie czytelników w różnych kategoriach. A następnie wybierać te, które wywołują największe zaangażowanie;
  • dodatkowe źródło ruchu do wpisów na blogu czy kanału na youtube – tak jak mówiłam, nie każdy zobaczy na facebooku informację o nowym wpisie i nie każdy z milionem subskrypcji na youtube ogląda ja wszystkie. Dzięki newsletterowi jednak masz większą szansę, że informacje o Twoich wpisach czy materiałach nie pozostaną niezuważone;
  • i wiele innych…

 

Z kolei jeśli jesteś blogerem, który myśli o sprzedaży własnych produktów, czy w inny sposób monetyzuje bloga, albo jesteś właścicielem małej firmy…

…to już pewnie zależy Ci na tym, aby skupić się w swoich działaniach na konwersji, czyli wyciśnięciu z newslettera “jak najwięcej”.

 

Zła (i jednocześnie dobra) wiadomość jest taka, że nie każdy, kto od razu zapisze się na Twoją listę, będzie w stanie coś od Ciebie kupić. Ba, nie każdy w ogóle od Ciebie coś kupi i jest to zupełnie normalne!

Aby wykorzystać newsletter do sprzedaży, musisz liczyć się z jeszcze większą pracą. W dobie wszechobecnych newsletterów i tego, że każdy chce pozyskać za wszelką cenę nasz adres e-mail, musisz wyróżnić się. Czym? Przede wszystkim dawaniem konkretnej wartości przez dłuższy okres czasu (po angielsku nazywa się to pięknie “lead nurturing”).

 

Dlatego newsletter na blogu lub w sklepie internetowym w takim przypadku powinien oferować przede wszystkim dodatkową korzyść dla zapisanego, niedostępną dla “zwykłych śmiertelników”. Mogą to być artykuły edukacyjne niedostępne gdzieś indziej, linki do przydatnych materiałów, zniżki na produkty w Twoim sklepie. W zależności od Twojej branży, ta lista może wyglądać zupełnie inaczej.

 

O budowaniu strategii newsletterowej nastawionej na konkretne ścieżki dla uczestnika jeszcze będę pewnie pisać lub mówić, dlatego tu nie wyczerpuję tematu.

 

Pamiętaj, że żeby nie przegapić informacji na tej stronie, najpewniejszy sposób aby być na bieżąco to właśnie newsletter – zapiszesz się poniżej!

 

 

Dzięki!

Przy okazji: chcesz zagadać na fejsie lub twitterze?
Send this to a friend